pilotppg.pl

Naszą pasją są przestworza...

Lefkada
Aggelohori
Kanał koryncki
Kathisma beach
Meteory Grecja
Meteory
Paramotors pilot's
facebook_page_plugin
×

Uwaga

Please enter your Disqus subdomain in order to use the 'Disqus Comments (for Joomla)' plugin. If you don't have a Disqus account, register for one here

Grecja PPG 2014

26.04.2014 dzień piąty w Grecji

Poranna toaleta w morzu, szybkie śniadanko i przyszedł czas na pierwsze pakowanie gratów do przyczep. Poszło całkiem szybko, jeszcze tylko szczegółowa inspekcja terenu gdzie było obozowisko na okoliczność czy ktoś coś nie zgubił no i oczywiście mega porządek po sobie. Teraz można jechać. Panos został już poinformowany o naszym przyjeździe i pojechaliśmy prosto pod jego chatkę za miastem. Pogoda była podobna do dnia poprzedniego. O 10-tej zameldowaliśmy się u Panosa, trochę był zdziwiony bo spodziewał się 5-iu chłopa a tu nastąpiło cudowne rozmnożenie. Poodpinaliśmy przyczepy wywaliliśmy graty do domu i wstępnie się każdy jakoś rozgościł. Od razu było widać, że będzie problem ze spaniem.

Adam startuje na Kasandrze

Rozstawianie namiotów nie wchodziło w grę bo cały teren był zajęty przez samochody i przyczepy a 10 osób w tym małym domku raczej się nie zmieści. Wieczór i noc pokazała swoje oblicze… Zaraz po obiedzie wsiedliśmy w auta, nastawiliśmy w mapie Angelohori i Hołowczyc poprowadził nas skrótami do celu, było całkiem blisko bo tylko 6 km. Zajechaliśmy na miejsce i byliśmy mega zdziwieni jak się zmienił krajobraz przez rok. Zachmurzenie było cały czas ale latać można było i tu dopiero okazało się, że mieszkanie w namiotach na plaży ma swoje plusy. Mieszkając z dala od startowiska ciężko jest polatać w danej chwili a koczowanie na plaży na to pozwala. Wróciliśmy do domu i chóralnie stwierdziliśmy, że idziemy na suflaki. Adam został i zaczął powoli składać film a suflaka zamówił z dostawą. Znaleźliśmy fajną knajpkę i wkrótce rozbawiliśmy wszystkich gości. Niebawem doszło do wymiany polsko-greckich trunków i się zaczęło :). Zabawa była przednia w między czasie spadła mega ulewa. Wróciliśmy do domu i na siłę zaczęły powstawać noclegownie. O dziwo zmieściliśmy się w dziewięciu a Arek niewiele się zastanawiając stwierdził, że nie będzie się tu kisił i poszedł do samochodu, no i jako jedyny miał full wypas. Żeby nie przedłużać to napiszę tylko tyle, że tej nocy nie spałem. Chrapanie doktorka i Grzenia i nie kończący się chór na dwa głosy na przemian to było to czego się nie zapomina o zgrozo… :)

 

Pozdrawiam

Mariusz Dziuba (Mecenas)

wraz z całą ekipą.