pilotppg.pl

Naszą pasją są przestworza...

Aggelohori
Kathisma beach
Meteory Grecja
Lefkada
Paramotors pilot's
Meteory
Kanał koryncki
×

Uwaga

Please enter your DISQUS subdomain in order to use the 'DISQUS Comments for Joomla!' plugin. If you don't have a DISQUS account, register for one here

Grecja PPG 2017

Ósmy dzień i powrót

Szósta rano czasu greckiego, pobudka... Tydzień temu o tej porze mieliśmy jeszcze trzy godziny do granicy a tu nam się już przyszło pakować i wracać na stare śmieci. Dzień powrotu to jeden ze smutniejszych dni na takich wyprawach, bo ciężko jest się rozstawać z takim niecodziennym obcowaniem z przyrodą, znajomymi i nie oszukujmy się nic nie robieniu. Poranna toaleta w normalnych domowych warunkach przed długą podróżą jest nie byle jakim luksusem a na taki luksus zawsze możemy liczyć odwiedzając naszego greckiego przyjaciela Panosa i tu WIELKIE PODZIĘKOWANIA dla Ciebie Panos.

O siódmej wyjechaliśmy w taką małą podróż która od kilku lat się nie zmienia i ma około 1700 km. Zasiadłem za stery Zbychowego krążownika i obrałem jedyny słuszny kierunek, czyli Kułata. Na granicy bułgarskiej zameldowaliśmy się koło dziewiątej a pierwszy postój zaliczyliśmy w malowniczej scenerii rzeki Strumna na opuszczonym parkingu dawnej stacji benzynowej gdzie o dziwo od zeszłego lata trwa tam jakiś remont. dzien 8 (1)

dzien 8 (4)Na wspomnianej rzece Bułgarzy organizują rafting i czasami jak jest odpowiedni stan wód a taki był jak jechaliśmy widać wysoki poziom adrenaliny u uczestników tej zabawy. Męcząca droga przez Rumunię w tamtą stronę, spowodowała, że pojechaliśmy tym razem przez Serbię. Bułgaria żegnała nas deszczem. Granicę serbską osiągnęliśmy o 11:44, dalej Adam przejął stery a nam się przypomniał niemiły incydent z tego miejsca jak nas potraktowali serbscy celnicy w 2014 roku. Serbia przywitała nas frontem i przez dwie godziny jazdy nie było widać kawałka nieba i padał denerwujący deszcz. dzien 8 (3)Przed Belgradem w miarę się rozpogodziło. Teraz mając wolne ręce zająłem się podliczaniem naszej wyprawy. Od samego początku jak uprawiamy turystykę PPG do Grecji, zawsze mam ze sobą książkowy kalendarz i jakoś tak lubię sobie notować ważne informacje na trasie, licznik km, tankowania, godziny przekraczania granic, spalanie itp. Zawsze na takiej wyprawie jest skarbnik który ma za zadanie pilnować kasy, zbierać paragony, płacić za wszystko i pilnować porządku w metalowym pudełku po herbacie bo tam ląduje cała buchalteria. Od początku jakoś tą funkcję objąłem ja i tak zostało do dzisiaj. Przed wyjazdem zawsze omawiamy na co idzie wspólna kasa i trzymamy sie wcześniej wyznaczonych reguł. Z perspektywy czasu i wielu wyjazdów, najlepszym rozwiązaniem na takiej wyprawie jest jednak płacenie kartą kredytową. W Rumunii nie wszędzie można zapłacić w euro nawet na normalnie wyglądających stacjach trzeba mieć ich pieniądze a jak już przyjmują euro to resztę wydają w swoich, kurs przeliczają i nie wiemy do końca co sobie taka pani w kalkulatorze wpisuje i wychodzą jakieś czary mary a przy płatności kartą mają kurs wbity w kasę i drukuje się na paragonie. Nie na każdej stacji też chcą dawać paragony a transakcja kartą to już inna bajka. Po takiej podróży mamy czarno na białym ile nam poszło kasy i łatwo jest się rozliczyć. Często słyszymy pytanie ile was to kosztowało. Tak w zasadzie to nas takie wyjazdy niewiele kosztują z uwagi, że odpada nam mnóstwo kosztów jakie trzeba ponieść przy zorganizowanej wycieczce kilkunastu osób gdzie dużo wcześniej trzeba zarezerwować pokoje i wiele innych rzeczy o których my nie mamy zielonego pojęcia a my nie nastawiamy sie na żadne luksusy. dzien 8 (6)Namiot, kuchenka na gaz i cały sprzęt kampingowy do przeżycia mamy ze sobą nawet zupki chińskie są na pokładzie naszego krążownika szos a najpiękniejsze apartamenty z widokiem na morze mamy z namiotu lub samochodu na pięknej plaży, zależy gdzie kto chce spać. Największym naszym wydatkiem to jest koszt transportu, paliwa (gazu), winiet i innych opłat związanych z dotarciem i powrotem do domu. W zależności kto i jak chce spędzić ten wolny czas i ile jest w stanie przy okazji poświęcić kasy to jest jego indywidualne widzi mi się. My od lat tułamy się tu i tam poznając fajnych i ciekawych ludzi również z pasjami co z czasem owocuje tym, że jesteśmy gorąco i mile widziani w ich progach a to trzeba przyznać, że jest bezcenne.dzien 8 (5)
W Belgradzie Adam zameldował się o 16-tej, po zatankowaniu, poszedłem zapłacić ale czekała mnie jeszcze przymusowa wymiana euro, Darek zmienił Adama i ruszyliśmy dalej. Na granicy byliśmy o 18:20 i tu niestety postaliśmy prawie godzinkę za nim wjechaliśmy na teren Unii. Autostrada w Serbii kosztowała nas na dwóch bramkach całe 9 euro, więc prawie tyle co przejazd przez most w Widynie na Dunaju. dzien 8 (2)Przez Węgry śmignęliśmy moment, zostawiając 14 euro myta za autostrady zahaczając o kolejny front burzowy i ciesząc się widokiem pięknej tęczy przez kilkanaście kilometrów, koło 23-ej zameldowaliśmy się na Słowacji i od razu odwiedziliśmy pierwszą napotkaną stację, gdzie zatankowaliśmy gaz po korek. Kilkanaście km autostrad przez Słowację, nie było warte opłacania winiety i pojechaliśmy starą drogą, która była pusta i w miarę równa. dzien 8 (7)Na przepyszną i długo oczekiwaną jajecznicę w Barwinku przy Orlenie o której już zaczęliśmy wspominać jeszcze w Grecji, dotoczyliśmy się o 1:45 nad ranem a 10 minut potem zrobiłem jej piękną fotę. Przez prawie godzinkę siedzieliśmy w barze, potem jeszcze na trasie zrobiliśmy sobie godzinną drzemkę a w Krasnymstawie na zatankowanie auta kierowcy, pojawiliśmy się koło siódmej na Orlenie u Koguta. Przed ósmą byliśmy już rozpakowani pod garażami i jeszcze tylko wspólna fotka i każdy rozjechał się w swoją stronę.
Czy coś byśmy zmienili ? Pewnie tak, ale to już od nas nie zależało. Zdecydowanie szkoda, że nie pojechały z nami osoby, którym w ostatniej chwili coś wypadło i nasz przyjaciel ŚP. Sławek Strefner, który wyjazd uzależniał od beznadziejnej pogody w Polsce a taka właśnie była. Był z nami w naszych sercach i wspomnieniach i tak już to zostanie do końca naszych dni. Pozostaje jeszcze podziękować naszym bliskim, rodzinom, których zostawiliśmy na krótki czas a na pewno się o nas martwili i czekali na nasze powroty, trochę już ich do takich momentów przyzwyczailiśmy ale wiadomo licho nie śpi. Czyli co ... wyjazd uważamy za zaliczony, udany i do następnego.

A tak już na sam koniec trochę statystyki.
- Przejechaliśmy w sumie od garażu do garażu 4045 km
- tankowaliśmy sie 15 razy
- zatankowaliśmy w sumie 555,3 l gazu i 30 l benzyny
- najdroższy gaz był niestety w Grecji ( 0,89 Euro/l )
- przekraczaliśmy granicę 10 razy
- kupiliśmy 3 winiety i 1 opłatę za przejazd przez most
- w Grecji opłaciliśmy 6 razy bramki na autostradzie
- w Serbii tylko 2
- nie mieliśmy żadnej kontroli
- auto sprawiło się na 6-kę
- Nikomu nic się nie stało (schodząca skóra z nadmiaru słońca się nie liczy :) )

Pozdrawiamy
Mariusz Dziuba - Mecenas i cała ekipa (Weronika, Adam, Sławek, Paweł, Zbyszek i Darek)
i do miłego...