Polish English French German Greek Norwegian Spanish Ukrainian

pilotppg.pl

Naszą pasją są przestworza...

Aggelohori
Kanał koryncki
Meteory Grecja
Lefkada
Meteory
Paramotors pilot's
Kathisma beach

Grecja PPG 2013

Relacja z wyprawy - podróż i pierwszy dzień w Grecji

W piątek 12 kwietnia skrzyknęliśmy się telefonicznie, że u Grzenia w sobotę robimy wstępne pakowanie gratów. Sobota pojawiła się błyskawicznie, o 14-tej byliśmy spakowani i gotowi do wyjazdu. Zaplanowany wyjazd na poniedziałek rano jakoś zaczął nam wszystkim średnio pasować, głód latania i ciągnąca się zima jak również uczulenie na brak zielonego koloru trawy zaowocował szybką zmianą terminu wyjazdu. Niedziela godzina 12:00 spotkanie w Krasnymstawie u Adama to nowy aktualny termin. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Ostatnie zakupy w Tesco, tankowanie po korek i 14:00 wyjazd. Stachu szybko się wymigał z drajwerowania i za sterami usiadł Doktor Strefner. Psyk otwieranych puszek na tyłach Espaca, kojąco wypełnił nastrój w samochodzie. W nawigacji wklepaliśmy miejsce docelowe Katerini i „Hołowczyc” szybko obliczył trasę 1680 km do celu.Katerini Olimp

Szmat drogi przed nami ale myśl, że za niedługo naszym oczom ukażą się plaże i ciepły morski klimat napawał nas optymizmem. Pierwszy przystanek zaplanowaliśmy przed granicą w Dukli, opałaszowaliśmy jeszcze ciepłą kurę, którą zasponsorował nam mój teściu z kiszonymi ogóreczkami a zapominalscy wymienili zetki na euraski no i w drogę. W Barwinku zakupiliśmy winietkę i puściliśmy się na MEGA DZIURY Słowackiej drogi, która przez pierwsze 50 km dorównywała szwajcarskiemu serowi. Noc zapadła szybko a atmosfera robiła się coraz fajniejsza. Węgry przejechaliśmy szybko i spokojnie z jednym postojem na sik pauzę. W Serbii niestety tył wycieczki wymiękł, chrapanie i dziwne miny śpiących rycerzy doktor uwiecznił fotami z których z rana mieliśmy niezłą polewkę. Granica macedońska, która rok wcześniej była drogą przez mękę z uwagi na ciężarowy samochód, tym razem okazała się pestką. Jak zwykle celnicy usilnie chcieli papiery na napędy ale szybko wybiliśmy im z głowy chore zachcianki. O 10 rano dojechaliśmy do granicy macedońsko - greckiej. Z niedowierzaniem załapaliśmy się na 20 minutową kolejkę ale co to jest 20 minut jak byliśmy już prawie jedną nogą w ciepłym kraju            
Grecja przywitała nas pięknym słońcem i 23 stopniami ciepła. Do celu zostało nam 120 km, mega zielony kolor i piękne widoki towarzyszyły nam do samej Katerini. Niebawem w oddali naszym oczom ukazał się OLIMP. Sroga góra, która stoi tu od zawsze wkomponowała się w krajobraz a dla nas stanowi wyzwanie aby polecieć nad nią i poczuć się jak ZEUS. Po 22 godzinach jazdy dojechaliśmy do celu, Stachu ze szczęścia od razu wpierniczył się do morza i zrobił z nim zaślubiny. Reszta bandy wyciągnęła kempingowe graty, reklamówkę z żarciem i przystąpiła do konsumpcji. Jajeczka na twardo od mojego teścia poszły na pierwszy ogień do pełni szczęścia doszedł chlebuś made in Jola Strefner itp. Telefony do bliskich i zameldowanie się na miejscu to oczywiście kolejny punkt programu. Dopełnieniem szczęścia byłby lot ale niestety prędkość wiatru na wskazaniu wiatromierza to 8-10 m/s. Poobiednia sjesta udzieliła się wszystkim, karimaty poszły w ruch i w kilka minut wszyscy już spali jak Susły. Po przebudzeniu jako pierwszy z tęsknoty do latania rozpakowałem Hadrona i podpiąłem się pod uprząż. Wiaterek pięknie unosił glajta nad głowa ale niestety mowy o lataniu dzisiaj nie było. W przeciągu 15 minut z nad morza wiatr przegonił chmury nad ląd z których zaczął kropić deszczyk. Ewakuacja do przyczepki i już wszyscy siedzą w samochodzie. Gregory długo się nie zastanawiając zadzwonił do Kosty, który ma tawernę w Katerini i szybko zorganizował spotkanie. O polskiej gościnności to ja wiedziałem dużo ale to co zrobił Kosta przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.U Kosty Owoce morza jakie zaserwował naszym podniebieniom grecki gospodarz powaliło nas na glebę. Kosta bardzo ładnie mówi po polsku jak ktoś kiedyś będzie w Katerini to koniecznie musi spróbować jego specjałów. Dla zainteresowanych podaję adres strony Kosty tutaj śmiało możecie się powoływać na nas. Z miłych doznań jakie pierwszego dnia mnie dotknęły to to, że w czasie drzemki opaliłem się na twarzy w okulary i wyglądałem dosyć śmiesznie. Jutrzejsza pogoda jeżeli się sprawdzi, w końcu pozwoli nam rozpocząć na poważnie sezon a Adam oblata nowego WRC bo już mało brakuje a zniesie jajko. W miarę dostępu do neta będziemy podrzucali fotki, bo na filmy jeszcze za wcześnie.

Z pięknej Grecji pozdrowienia dla wszystkich

Mecenas, Gregor, Adam, Stachu i Doktorek….

A tutaj link do zdjęć z tego dnia