Polish English French German Greek Norwegian Spanish Ukrainian

pilotppg.pl

Naszą pasją są przestworza...

Paralotniarstwo na lubelszczyźnie
Paramotors pilot's
Powietrzne wrażenia..
Lubelszczyzna z lotu ptaka
Meandry Wieprza
Dogonić zachód słońca
×

Uwaga

Please enter your DISQUS subdomain in order to use the 'DISQUS Comments for Joomla!' plugin. If you don't have a DISQUS account, register for one here

Wspomnienie Wojtka.......

Uwierzyłem poczułem się lepiej. Zacząłem latać i skakać, bóle powróciły znacznie nasilone wprost proporcjonalnie do ilości oddanych skoków, doszedłem do wniosku, że skakanie mi szkodzi. Odpuściłem skakanie zacząłem więcej latać. W szybowcu bolało mniej. Nastała zima trochę pobolewało więc zgłosiłem się do innego Specjalisty od siedmiu boleści z nowo zrobionym zdjęciem RTG. Lekarz ponownie przekonał mnie, że w kręgosłupie nie ma żadnych zmian i nic nie może boleć. Bóle jednak powracały z większym lub mniejszym nasileniem, przestałem sprawdzać co mnie boli u specjalistów prywatnych. Mijały kolejne lata. Lekarz w Ośrodku Zdrowia również nic nie znalazł w poprzednich zdjęciach. Kiedy bóle się nasilały zaczęły się zwolnienia L-4. Od upadku na samolot minęło kilkanaście lat. Zaczęło pobolewać w dolnej części kręgosłupa lub ja zacząłem mieć wątpliwości, że jestem całkowicie zdrowy. Nie pamiętam co było najpierw pobolewanie czy wątpliwości. Zacząłem wędrówkę po lekarzach, najpierw rodzinny chciał dać skierowanie na RTG. Powiedziałem, że już przerabiałem ten temat i mam 32 zdjęcia (zresztą ten lekarz je widział i zna historię z Paralotnią na AN-2). Dostałem skierowanie na Tomografię Komputerową (bardzo nowoczesne urządzenie z przed 20 lat jak mój kręgosłup). Odbieram płytę z zapisem TK wraz z opisem - w przetłumaczeniu na normalny język jestem całkowicie zdrowy i nic nie ma prawa mnie boleć. Idę do lekarz rodzinnego lekko utykając i wmawiam sobie, że znowu jestem zdrowy - lekarz czyta i potwierdza, że nic mnie nie boli. Wychodzę z gabinetu zadowolony, że jestem zdrowy i o to chodziło lekarz i opis rozwiali moje wątpliwości.

Zaczyna się wiosna zaczynam intensywnie pracować, praca na wysokości stromy dach 45 stopni, czyszczenie mechaniczne szlifierką, zmywanie, malowanie. Pojawiają się wątpliwości czyli bardzo silne bóle, kuleję na prawą nogę - boli kręgosłup z prawej strony i promieniuje do kolana. Lekarz rodzinny przepisuje Dekxak zastrzyki (w sumie ponad 300 ampułek). Musiałem jakoś skończyć dach więc przed pracą 1 zastrzyk w pośladek, najpierw robiła to pielęgniarka potem nauczyłem się sam. Poprosiłem o zwolnienie lekarskie. Zaczął się pierwszy etap terapii zniechęcającej mnie do chorowania. Wezwanie na komisję lekarską ZUS tam również mnie przekonali, że jestem zupełnie zdrowy, nie uwierzyłem im ale też nie przekonałem że mnie nie boli. Dalej czyściłem dach po pracy w drzwiach znalazłem informację, że będę miał kontrolę ZUS w domu. Przyszedł kontroler z ZUS i kontrolował dokumenty, kontrolował przez 3 dni po ok. 4 godziny dziennie. Kontrola znacznie poprawiła mój stan zdrowia, noga mniej bolała bo nie mogłem chodzić do pracy i nie musiałem brać zastrzyków. Polegała na bardzo szczegółowym przeglądaniu dokumentów firmowych z ostatnich lat z okresów kiedy byłem na zwolnieni lekarskim czy w tym okresie nie zakupiłem na przykład materiałów budowlanych gdyby to zostało wykryte np. z przed 5 lat to musiał bym zwrócić zasiłek chorobowy który otrzymałem przed 5 laty wraz z odsetkami oraz zapłacić składkę ZUS za okres zwolnienia której nie zapłaciłem na szczęście kiedy byłem na zwolnieniach lekarskich nie robiłem żadnych zakupów firmowych. Niezależnie od tego do wszystkich moich kontrahentów z ostatnich 5 lat zostały rozesłane listy z zapytaniami w jakich okresach wykonywałem na ich rzecz pracę. Wszyscy kontrahenci zadzwonili do mnie z zapytaniem co mają odpisać. Pan z ZUS-u zostawił mi spis wszystkich zwolnień z ostatnich 10 lat i trochę poduczył mnie jak kombinować - czytać chorować. Mając spis wszystkich moich zwolnień mogłem z moimi kontrahentami ustalić dziesięć lat wstecz kiedy wykonywałem faktycznie pracę - trzeba było zrobić na protokołach odbiorów i protokołach wprowadzenia na robotę drobne korekty w datach i odesłać do ZUS. Kontrola zakończyła się pomyślnie, nic nie znaleźli, znacznie pomógł mi sam kontrolujący ucząc jak ukryć pewne rzeczy tak żeby i on nie przymoczył ponieważ on po kontroli też jest kontrolowany a zrobił u mnie w domu kilkaset skanów dokumentów. Trzy dni kontroli było dla mnie jak L-4. Poczułem się lepiej ruszyłem na dach. Bóle powróciły jak zacząłem skakać po dachach. Poszedłem do lekarza poinformowałem go, że jest lepsze urządzenie od Tomografu Komputerowego, poprosiłem o skierowanie na Rezonans Magnetyczny. Lekarz wypisał 40 minut łomotu i mam wynik płytę z zapisem i opis (Torbiel o wym ,, tam i tam) przy rdzeniu kręgowym w okolicy tego odłamanego wyrostka kolczystego. Torbiel uciska na nerw i dlatego bolało, udało mi się płytę odtworzyłem na swoim komputerze jest wielka torbiel. Udaję się do specjalistów do szpitala w Łęczycy czytają opis nie mogą zobaczyć płyty nie mają komputera, przy następnej wizycie wchodzę do specjalisty ze swoim odpalonym laptopem żeby pokazać kutasowi torbiel ogląda zna się na tym tak jak ja. Odbija piłeczkę i wypisuje skierowanie do Centrum Matki Polki do Profesora Polisa. Ale dowiaduję się, że jutro będzie przyjmował w szpitalu w Łęczycy wchodzę bez zapisu z odpalonym laptopem do gabinetu / Prof trochę zaskoczony, że pacjent z włączonym laptopem - ale jak wyjaśniłem dlaczego pośmiał się / obejrzał. Konieczna operacja torbiel trzeba usunąć wypisuje do siebie skierowanie na operację do Centrum Matki Polki w Łodzi, operacja za 2 tygodnie. Egipt też mam wykupiony za 2 tygodnie Prof. powiedział żebym się zgłosił zaraz po powrocie. Lecę do Egiptu wracam zgłaszam się na operację (trzy miesiące do końca roku). Profesor Polis rozkłada ręce mówi, że zaczął się Afganistan i wycofano mu środki na wszystkie operację. Mam zgłosić się na początku stycznia. Rozpoczął się drugi okres wojennej terapii, w koniec wojny w Afganistanie nie wierzę więc wmówiłem sobie, że mnie nic nie boli wziąłem Dexak i narty i pojechałem w góry.

Do szpitala Centrum Matki Polki zgłosiłem się 3 stycznia, wojna w Afganistanie się nie skończyła ale na początku roku znów były pieniądze na operację. Na nartach czułem się świetnie jeździłem bez środków p bólowych, bóle znacznie się nasiliły przed 3 stycznia przed planowaną operacją. Do szpitala ledwo wszedłem, badanie lekarskie i na salę, jutro obchód i ostateczna decyzja. Na sal 6 osób wszyscy po operacji kręgosłupa, tylko ja chodzę, jeden uczy się siadać-płacze i siada. Na sali leży sobowtór Pana Boczka z Kiepskich - do złudzenia podobny głos również, w supermarketach ma problemy bo ludzie podchodzą po autograf i musi się tłumaczyć, że to nie on. Lekarze i pielęgniarki też zwracają się do niego Panie Boczek. Na korytarzu też nie wesoło chodzą tylko nowo przyjęci przed operacją i ci co mieli już dawno. Ja jednak jestem zdecydowany, czekam do porannego obchodu. Budzę się rano. Czuję się jak po wizycie na komisji ZUS. Pierwsza czynność pokuśtykać do ubikacji i odlać się. Nie udało się czułem, że coś się zmieniło, pobiegłem na korytarz zobaczyć swoje odbicie w szybach żeby zobaczyć jak chodzę, było OK. Do obchodu 3 godziny co ja powiem Profesorowi. Zakładam nogi na szyję nie boli, przysiady na jednej nodze nie boli, chodzenie po schodach nie boli leków nie brałem od 24 godzin. Godz. 10 obchód podchodzę do Profesora mówię, że jestem zdecydowany na operację ale tak jakoś dziwnie się czuję nie mogę wywołać bólu nawet na siłę. Natychmiast jestem kierowany na ponowny Rezonans Magnetyczny za 30 minut z wynikiem melduję się w gabinecie profesora ogląda uśmiecha się i mówi, że obrzęk znacznie zmniejszył się. Ja tego nie rozumiem Profesor nie potrafił wytłumaczyć. Nie ma obrzęku nie można operować bo można zrobić większą krzywdę. Wypis i do domu. W skrzynce pocztowej list a w nim zaproszenie do ZUS na komisję lekarską. Ucieszyłem się tam są specjaliści i na pewno wykryją przyczynę bólów kręgosłupa. Lekarze z ZUS po zapoznaniu się ze zdjęciami i historią choroby po raz trzeci przekonali mnie, że jestem zdrowy ale dostałem przymusowe skierowanie do Sanatorium w Goczałkowicach. Pierwsza wizyta u lekarza, Pani Ordynator pyta, czy mam jakieś zdjęcia RTG ? odpowiadam, że mam 32 lecę do pokoju przynoszę Lekarz wyciąga pierwsze lepsze nie czyta opisu i mówi: „O MIAŁ PAN ZŁAMANY KRĘGOSŁUP”. Wtedy przypomniał mi się AN-2. Byłem zaskoczony odpowiedziałem, że na pewno się myli przecież mam opisy zdjęć z których wynika, że jestem zdrowy. Pani doktor pokazuje mi na zdjęciu RTG złamanie (odłamany wyrostek kolczysty) wyciąga pozostałe zdjęcia i na każdym jest szczelinka złamania, na ostatnich zdjęciach już zalana. Przepisuje różne zabiegi basen i między innymi masaż manualny kręgosłupa. Następnego dnia zabiegi, idę na pierwszy masaż manualny. Kładę się a młoda dziewczyna masażystka mówi: „O MIAŁ PAN ZŁAMANY KRĘGOSŁUP”. Pytam skąd wie bo w karcie zabiegowej nie jest napisane, że miałem jakikolwiek uraz. Masażystka odpowiada, że w tym miejscu mam małe odbarwienie skóry, naciska palcem w to miejsce czuje przeszywający ból. Potwierdziła się diagnoza Pani Ordynator. Leczenie w Sanatorium trwało miesiąc i było bardzo skuteczne. Latanie przestało mi szkodzić w przeciwieństwie do lekarzy szkodników specjalistów. Do tej pory mnie nic nie boli, pomogła wojna w Afganistanie, Komisja ZUS, Kontrola z ZUS a na końcu potęga mojej podświadomości.

Pozdrawiam

Wojtek